Wolność książki – w przenośni i dosłownie

Posted by admin - Październik 17th, 2011

Rok 2001 był rokiem bardzo ważnym. To wtedy ukazała się „S@motność w sieci” Janusza Leona Wiśniewskiego i rozpoczęła się błyskotliwa kariera Katarzyny Grocholi.  Wtedy również zmarł Aleksander Bocheński, a Jerzy Pilch został laureatem Nagrody Nike. W tym samym roku w Polsce powstał program „Cała Polska czyta dzieciom”, a Stanach Zjednoczonych narodziła się inicjatywa book-crossingu.

Czym jest „book-crossing”? Jego podstawową i najważniejszą ideą jest „uwalnianie książek”. Akcja polega na pozostawianiu książek w dowolnych miejscach – na przykład w tramwajach, czy na przystankach – z adnotacją typu „jestem wolną książką, weź mnie ze sobą i przeczytaj”. Zwolennicy book-crossingu twierdzą, że książki „nie lubią być więzione, lubią przechodzić z rąk do rąk i być czytane”.

Book-crossing błyskawicznie zyskał olbrzymią rzeszę zwolenników na całym świecie. Chociaż dziś „uwolnione” książki można spotkać w niemal wszystkich większych miastach, to jednak jest coś, co sprawiło, że pomysł umiera. Tym czymś jest… e-book. Wprawdzie są tacy, którzy ponad szybkie czytanie – cenią sobie znacznie bardziej spokojną chwilę na ławce w parku, z ulubioną książką w dłoniach, jednak to właśnie e-book zawojował świat. I nie ma się co oszukiwać: dzięki niemu book-crossing po błyskotliwej karierze – powoli dokonuję żywota.

 

Książka elektroniczna ma to do siebie, że… nie trzeba jej uwalniać. Wyjątkowo niskie koszty publikacji i łatwość dystrybucji sprawiają, że jest dostępna praktycznie wszędzie i dla każdego. E-book sprawił, że wróciliśmy do czytania – czytamy wszędzie: w domu, w pracy, w autobusie, na przystanku, w sklepie… Wszędzie tam, gdzie tylko można wyjąć z kieszeni telefon, elektroniczny czytnik, czy tablet. Nie trzeba już wyprawy do księgarni, nieważne stały się także względy ekonomiczne – zamiast zmagania się z dylematem wyboru jednego tytułu, dziś ściągamy po prostu  z Internetu cały dorobek ulubionego autora, albo wszystkie podręczniki dotyczące danego zagadnienia, takie, jak chociażby multimedialny kurs szybkiego czytania.

 

Książki „tradycyjnie” z pewnością nigdy nie znikną z bibliotecznych półek – tak samo, jak „book-crossing” pozostanie wciąż żywą, ale bardzo niszową ideą. Niedługo oba te zjawiska staną się domeną wybrańców. Ale czy to oznacza koniec literatury?  Nie! Na tym polega wolność książki!

 

Każda rewolucja – także cyfrowa -  ma to do siebie, że dzięki niej zmienia się całkiem znany nam dotąd świat. I zawsze najpierw wydaje się, że pozostają tylko zgliszcza. Ale historia jedno pokazuje wyraźnie: to właśnie rewolucje sprawiają, że świat coraz szybciej gna przed siebie. A nam żyje się coraz lepiej. A przy okazji – czyta się wygodniej. Bez uszczerbku na kulturze słowa.

 

Blog Home