Kultura słowa – kultura czytania

W dobie technicyzacji życia i czasach definiowanych przez wszędobylski pośpiech – upada kultura słowa. W języku pojawiają się wygodne skrótowce, a mowa jest laicyzowana i upraszczana. Słowo pisane i słowo mówione podlega postępowi cywilizacyjnej globalizacji, więc zacierają się granice językowe, które z kolei – wypierane są przez ogólne zwroty i zapożyczenia. Wraz z upadkiem kultury słowa – upada kultura czytania. Teoretycznie…

 

W praktyce – słowo pisane jest ciągle najlepszym i najpewniejszym nośnikiem danych. Mimo, że badania czytelnictwa wskazują radykalny spadek  zainteresowania publikacjami książkowymi, to czytanie samo w sobie ma się dobrze. Pomijając oczywiście jakość zarówno samego przetwarzania treści, jak i wartościowość tychże treści w ogóle. Duży wpływ na taki stan rzeczy ma rozwój mediów – głównie: telewizji i internetu.

 

O ile współczesne radio jest ciągle względną ostoją poprawności językowej, to telewizja już dawno zaprzestała kultywować swoją tradycyjną, misyjną funkcję. Rażące błędy językowe popełniają zarówno dziennikarze (uważani często za autorytety sztuki), jak i goście ich programów. Przodują tutaj pomyłki fleksyjne, błędy w akcentowaniu i radykalne lenistwo językowe. Skracane notorycznie końcówki (ot, chociażby popularne wśród przedstawicieli władzy: „ja umię”, „ja rozumię” – zamiast słownikowo poprawnych „ja umiem”, „ja rozumiem”) są efektem nie tyle, co nieuctwa, ale najzwyklejszego niedbalstwa i wygodnego przyzwyczajenia. Bo uczyć, to się wspomniani redaktorzy i ich goście uczą! Bo czytać – też czytają! Ale jest to raczej szybkie czytanie, a nie degustacja słowa połączona z dbałością zarówno o  jego formę, jak i sens.

 

Internet kultywuje podobne uproszczenia sztuki władania słowem. Wynika to bezpośrednio z podstawowej funkcji sieci www, która ma być źródłem wszelakich treści i informacji – podawanych szybko i dostępnych od ręki. Taką też – szybką i ogólnodostępną funkcję spełniają zapisane w internecie słowa, które przez nadmierne skracanie i laicyzację – zatracają swój magiczny sens. Tym samym popularny „Like!” zastępuje tradycyjne formy aprobaty, a wszędobylskie „LOL” jest najczęstszym sposobem na wyrażenie, że czytaną treść uznajemy za zabawną.

 

Z drugiej strony, ten przeklęty, niweczący kulturę słowa pisanego internet, wpływa zbawiennie na wzrost czytelnictwa. Czytelnictwa może gorszej jakości, ale zawsze. Większość publikacji książkowych udostępniana jest w sieci za pośrednictwem elektronicznych form, takich jak e-booki czy krótkich raportów w postaci plików PDF. Dodatkowo – rozwój i dostępność portali informacyjnych sprawia, że standardowe, telewizyjne wiadomości i serwisy newsowe tracą na popularności, na korzyść – właśnie – słowa pisanego.

 

O dobrej kondycji kultury czytania i zapotrzebowaniu na wartościowe treści świadczy nie tylko ogólna dostępność popularnych książek elektronicznych. O randze słowa pisanego świadczy mnogość praktycznych, wirtualnych często szkoleń, jak chociażby kurs szybkiego czytania. Wszystko to składa się na ogólny rozwój kultury słowa pisanego. Tyle tylko, że w uproszczonej jakości, nieporównywalnie gorszej od tej, która charakteryzowała treści w epoce nienaznaczonej internetem i w czasach, kiedy pismo stanowiło wartość samą w sobie.

 

Blog Home